Ewangelia Mateusza rozpoczyna się od narodzin Jezusa, a w trzecim rozdziale docieramy do Jordanu, gdzie Jezus zostaje ochrzczony przez Jana Chrzciciela i otrzymuje Ducha Świętego. W rozdziale 4. zostaje on wyprowadzony przez Ducha na pustynię, aby być „kuszonym przez diabła”. Uff!
Stamtąd Jezus odchodzi do Galilei. Dzieje się to natychmiast po Jego chrzcie w Duchu Świętym i kuszeniu przez diabła. Teraz rozpoczyna swoją służbę. Rozdział 4,23 mówi, że obchodził całą Galileę, nauczając w ich synagogach, głosząc ewangelię królestwa i uzdrawiając wszelką chorobę oraz wszelką niemoc. Jego sława rozeszła się tak szeroko (werset 24), że dotarła do całej Syrii, a za Nim szły wielkie tłumy z Dekapolu, Jerozolimy, Judei i zza Jordanu, aby Go słuchać! Zatem już na tym wczesnym etapie Jego służba jest tak potężna, że dociera do ogromnego obszaru i wielkich rzesz ludzi! Widząc te tłumy, Jezus wychodzi na górę, aby ich nauczać i im usługiwać – rozdziały 5, 6 i 7.
W rozdziale 8,1-4 Jezus schodzi z góry, a za Nim podążają tłumy. Podchodzi do Niego trędowaty i mówi – co mnie osobiście fascynuje: „Jeśli CHCESZ, MOŻESZ mnie oczyścić!”. Cóż za silne, odważne stwierdzenie! Trąd był nieuleczalny! Tak więc już w tym momencie istnieje niewiarygodny poziom wiary w to, co On potrafi zrobić! I tak, oczywiście, trędowaty został uzdrowiony. Jezus mówi do niego: „Chcę!”. I tak się staje!
Następnie, w wersecie 5, Jezus wchodzi do Kafarnaum, a do Niego przychodzi setnik – nie jest on Żydem, lecz rzymskim żołnierzem, oficerem armii okupującej te ziemie. Jednak ten oficer przychodzi do Jezusa, mówiąc: „Mój sługa leży w domu sparaliżowany i strasznie cierpi”. Jezus natychmiast odpowiada: „Przyjdę i uzdrowię go”. Taki jest Jezus – gotowość do pomocy – poszedłby nawet do Rzymianina i uzdrowił jego sługę. Ale Rzymianin mówi: nie, nie jestem Żydem, nie jestem dość dobry, byś przyszedł do mojego domu. Tak, jestem oficerem – ale nie jestem godzien, abyś wszedł pod mój dach!
Możecie sobie wyobrazić, do czego zdolni byli ci rzymscy oficerowie, wierzcie mi! Zazwyczaj nie byli to ludzie łagodni i delikatni; mieli władzę, by bywać brutalnymi. Jednak – i to jest bardzo interesujące – on mówi: „Nie jestem godzien, abyś wszedł pod mój dach, ale POWIEDZ TYLKO SŁOWO, a mój sługa będzie uzdrowiony!”. Rozpoznał on AUTORYTET, jaki miał Jezus! Zatrzymajmy się tu na chwilę.
Widzicie, nie tylko setnik rozpoznał autorytet Jezusa; zwykli ludzie, tam na górze w rozdziałach 5, 6 i 7, RÓWNIEŻ widzieli autorytet, który posiadał! Skrybowie studiowali i nauczali „z Księgi”. Lecz nawet zwykli ludzie dostrzegali ogromną różnicę między „nauczaniem z Księgi” a przemawianiem z MOCĄ (AUTORYTETEM), jak czynił to Jezus – nie na podstawie intelektualnych studiów, lecz z życia wypełnionego praktyką i doświadczeniem (Mateusza 7,28-29).
Całe moje życie polegało na wprowadzaniu w czyn tego, w co uwierzyłem – i zyskałem niewiarygodne doświadczenia z Bogiem. Przez całe życie, czy to w obliczu nowotworów, w komunistycznym więzieniu, czy w całej mojej służbie, wszystko sprowadzało się po prostu do praktykowania wiary.
W swoim nauczaniu, w uzdrawianiu chorych, w całym swoim życiu Jezus POKAZAŁ, kim jest, poprzez AUTORYTET, który posiadał. Tłumy podążające za Jezusem to wyczuwały. Przypuszczam, że setnika nie było na górze, ale z pewnością słyszał o reputacji Chrystusa. Jako żołnierz rozumiał pojęcie autorytetu i władzy. Musiał odpowiadać przed zwierzchnikami, a z kolei sam miał władzę nad podwładnymi. To łańcuch dowodzenia. Podlegając władzy Rzymu, wystarczyło, że powiedział swoim żołnierzom: „Słuchaj! WYKONAJ TO!” – i robili to! Żołnierz MUSI słuchać swojego dowódcy. Gdy ten mówi: „Idź, zrób to!” – on to robi! Kiedy setnik powiedział do Jezusa: „Ty masz autorytet; ja sam jestem człowiekiem podlegającym władzy i mam pod sobą żołnierzy”, rozumiał on w bardzo praktyczny sposób autorytet Jezusa!.
Sądzę więc, że my sami musimy na nowo ocenić naszą relację z Bogiem przez Chrystusa. Wszystko, co Jezus czynił w swojej całej ludzkiej służbie, odbywało się pod autorytetem Jego Ojca! Przyglądałem się Jego relacji z Ojcem. Jest to ta sama relacja posłuszeństwa i władzy, którą miał setnik. Jezus miał autorytet, by rozkazywać, ponieważ przez cały czas pobytu na ziemi podlegał autorytetowi swojego Ojca. Jezus był Mu posłuszny. Jedną z ostatnich rzeczy, jakie mówi do swoich uczniów przed odejściem, jest: „Gdy byłem z wami, prosiliście Mnie, a Ja dawałem wam to, o co prosiliście. Lecz gdy odejdę, będziecie prosić Ojca bezpośrednio – w moje imię – On wam to da – a Ja to uczynię!”.
On przekazuje uczniom autorytet do uzdrawiania chorych. Mówi: „Prosiliście Mnie, a Ja wam dawałem. Ale teraz daję wam INNY poziom autorytetu! Proście bezpośrednio Ojca w moje imię, a stanie się”.

