Chrześcijańska Wolność i Samodyscyplina | Lekcja z 1 Koryntian 9

A robię to dla ewangelii, aby stać się jej uczestnikiem. Czy nie wiecie, że ci, którzy biegną w wyścigu, wszyscy wprawdzie biegną, lecz tylko jeden zdobywa nagrodę? Tak biegnijcie, abyście ją otrzymali. Każdy, kto staje do zapasów, powściąga się we wszystkim. Oni, aby zdobyć koronę zniszczalną, my zaś niezniszczalną. Ja więc tak biegnę, nie jakby na oślep, tak walczę, nie jakbym uderzał w powietrze. Lecz poskramiam swoje ciało i biorę w niewolę, abym przypadkiem, głosząc innym, sam nie został odrzucony. (1 Koryntian 9,23-27)

Werset 1: Czyż nie jestem wolny? Czy nie jestem apostołem? Czyż nie widziałem Jezusa, Pana naszego? Czyż nie jesteście dziełem moim w Panu?Paweł rzeczywiście widział Pana w widzeniu; jako faryzeusz sprzeciwiał się Jezusowi, stał obok, gdy kamienowano Szczepana, i prześladował wczesny Kościół.

Nawet jeśli dla innych nie był apostołem, był nim dla Koryntian – „pieczęcią mojego apostolstwa w Panu jesteście wy”.

Paweł stał się obiektem krytyki. Ja również zostałem odrzucony, gdy wyszedłem z więzienia za przemyt Biblii. Musiałem jednak wrócić i wznowić moją posługę w dawnym ZSRR.

Paweł powiedział w wersecie 4: „Czy nie mamy prawa do pokarmu i napoju? Czy nie mamy prawa zabierać ze sobą żony wierzącej, jak i pozostali apostołowie i bracia Pańscy, i Kefas? Czy tylko ja i Barnaba nie mamy prawa do zaniechania pracy zawodowej?”

Kiedy odłączyłem się od mojego kościoła, by działać niezależnie, musiałem sam się utrzymywać. Rozwój przemytu Biblii był finansowany przez moją firmę turystyczną. Są tacy, którzy szukają wielkich zysków ze służby Bogu; ja nie dawałem tylko dziesięciny – postawiłem sobie za cel oddawanie Bogu 90%, a życie z 10%.

Niektóre z największych cudów, jakie widziałem, działy się wtedy, gdy finansowałem wszystko jako osoba prywatna. Moim sercem było oddać Bogu wszystko.

Paweł był wytwórcą namiotów, co było ważnym zajęciem; robił to wszędzie, gdzie się udawał. „Czyż nie wiecie, że ci, którzy sprawują święte czynności, jedzą z tego, co świątynne, a ci, którzy służą przy ołtarzu, biorą udział w darach ołtarza? Tak też i Pan postanowił, aby ci, którzy Ewangelię zwiastują, z Ewangelii żyli”.

Zanim założyłem organizację charytatywną wspierającą moją wizję, pożyczałem pieniądze na finansowanie ewangelizacji. Potem jednak dzieło rozrosło się tak bardzo, że potrzebowałem wsparcia współwierzących. Mimo to uważam, że my, będący w służbie, nie powinniśmy czerpać zysków z hojności innych – nasze potrzeby powinny być zaspokojone, ale nie powinniśmy dorabiać się majątku na pracy chrześcijańskiej; zamiast tego należy inwestować te pieniądze z powrotem w misję.

Ale ja nie korzystałem z żadnego z tych praw. I nie napisałem tego po to, żeby tak się ze mną stało. Lepiej byłoby mi umrzeć, niż żeby ktoś pozbawił mnie mojej chluby. Jeśli bowiem głoszę ewangelię, nie mam się czym chlubić, bo nałożono na mnie ten obowiązek, a biada mi, gdybym ewangelii nie głosił. Jeśli bowiem robię to dobrowolnie, mam nagrodę, jeśli zaś niedobrowolnie, to spełniam tylko powierzone mi obowiązki szafarza. Jaką więc mam nagrodę? Taką, że głosząc ewangelię, głoszę ewangelię Chrystusa za darmo, abym nie nadużywał mojego prawa, jakie mam z ewangelii. (Wersety 15-18)

Podobnie jak Paweł, czuję wewnętrzny przymus głoszenia Ewangelii. Nie mogę przestać. Mam 93 lata; robię wszystko, aby wszelkimi sposobami pozyskać choć niektórych. „Panie, zachowaj mnie wiernym do końca”. Wszyscy bierzemy udział w tym biegu, aby zdobyć nagrodę, którą otrzymamy w Królestwie.

Dla słabych stałem się jak słaby, aby słabych pozyskać. Stałem się wszystkim dla wszystkich, aby wszelkim sposobem niektórych zbawić. A robię to dla ewangelii, aby stać się jej uczestnikiem.

Czy nie wiecie, że ci, którzy biegną w wyścigu, wszyscy wprawdzie biegną, lecz tylko jeden zdobywa nagrodę? Tak biegnijcie, abyście ją otrzymali. Każdy, kto staje do zapasów, powściąga się we wszystkim. Oni, aby zdobyć koronę zniszczalną, my zaś niezniszczalną. Ja więc tak biegnę, nie jakby na oślep, tak walczę, nie jakbym uderzał w powietrze. Lecz poskramiam swoje ciało i biorę w niewolę, abym przypadkiem, głosząc innym, sam nie został odrzucony. (Wersety 22-27)