Jak Bóg zamienił ból w uwielbienie

Mój płacz zmieniłeś w taniec, zdjąłeś ze mnie wór pokutny, a przepasałeś mnie radością; Aby moja chwała śpiewała ci i nie milkła; PANIE, mój Boże, będę cię wysławiać na wieki. (Psalm 30,11-12)

Jezus jest z nami w naszym bólu i cierpieniu

W 1972 roku, kiedy przebywałem w więzieniu za przemyt Biblii, moje serce przepełniała rozpacz i ból. Pewnego dnia, gdy się modliłem, wydarzył się cud: to było tak, jakby Niebo się otworzyło, cela wypełniła się jasnym światłem, zdawało się, że wszyscy aniołowie Niebios tłoczą się w tej celi, a ja zacząłem wysławiać i uwielbiać Pana. Podniosłem się i zacząłem biegać po celi, śpiewając: „Me serce w uwielbieniu śpiewa Ci: Jak wielkimś Ty, jak wielkimś Ty!… ”. Chwała Boża wypełniła moje serce, zmieniając mnie – smutek i ból zniknęły! Byłem zamknięty w więziennej celi, a jednak znajdowałem się w obecności Boga, doświadczając Bożej chwały – czegoś potężniejszego niż to, co kiedykolwiek poznałem w kościele. To było tak, jakbym został przeniesiony do Nieba!

Największa lekcja, jaką odebrałem – sekret ewangelizacji

Mając 13 lat, odebrałem największą lekcję mojego życia, która miała zmienić wszystko i ukazać mi sekret ewangelizacji.

Mówiąc prościej, mój ojciec powiedział, że to nie samo kazanie prowadzi ludzi do pokuty. Powiedział: „Jeszcze nie przyjąłeś Ducha Świętego”. I przypomniał mi, że Biblia mówi, iż Jezus nauczał swoich uczniów pierwszej lekcji ewangelizacji, kiedy powiedział: „Gdy przyjdzie Duch Święty, On (a nie ty, Dawid), On przekona świat o grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie”. Mój ojciec powiedział: „Potrzebujesz Ducha Świętego”. Więc natychmiast, siedząc na łóżku, poprosiłem go, by położył na mnie ręce i modlił się. Ale nic się nie wydarzyło. Chociaż sam otrzymał Ducha Świętego we wczesnych latach, ja nie otrzymałem tego błogosławieństwa przez niego.

Stałem się zupełnie opętany tym pragnieniem. Chodziłem wszędzie, prosząc ludzi, by się ze mną modlili. Nic. Spędziłem ponad rok na poszukiwaniu, prosząc innych o modlitwę – nikt nie mógł mi pomóc. Zacząłem pościć i modlić się – WIEDZIAŁEM, czego pragnę. Na modlitwie wołałem do Pana: „Napełnij mnie”. Chociaż byłem ambitnym, rywalizującym nastolatkiem z całym życiem przed sobą, starałem się opróżnić samego siebie ze wszystkiego, aby gdy przyjmę, było we mnie 99 procent Ducha Świętego, a tylko 1 procent mnie samego.

Rozpaczliwie pragnąłem żyć tak, jak żyli w Dziejach Apostolskich – przecież właśnie to powinniśmy robić, prawda? Pragnąłem wyzwań i przygód, które oni mieli – i już w tym młodym wieku rozumiałem, że trzeba za to zapłacić pewną cenę. Dorastając, otrzymałem od ojca egzemplarz „Księgi Męczenników” Foxe’a. Czytając ją, pytałem go, jak mogli znieść ból płonięcia na stosie? Odpowiadał, że z pewnością Pan uśmierzał ich ból.

Ostatecznie stałem się tak zdesperowany, by otrzymać Ducha Świętego – a zbliżała się Wielkanoc i wiedziałem, że w Poniedziałek Wielkanocny w Londynie odbędą się trzy wielkie konwencje – że zaproponowałem bratu i przyjacielowi wyjazd do Londynu, by wziąć udział we wszystkich trzech. Postanowiłem, że jeśli nie otrzymam nic na pierwszej konwencji, pójdę na drugą, a potem na trzecią. Powiedziałem towarzyszom, a także samemu Panu, że NIE wrócę do domu, dopóki nie otrzymam tego, czego szukam. Niecierpliwy? Nie, zdesperowany – naprawdę mówiłem poważnie.

Pierwsze spotkanie zorganizował Kościół Zielonoświątkowy (Assemblies of God – AoG) w Westminster Central Hall. To była typowa konwencja: mnóstwo kaznodziejów, gadanie, gadanie, gadanie. Kiedy nadeszła pora lunchu, po prostu ogłosili, że nie będą modlić się o ludzi aż do sesji popołudniowej. Kiedy patrzę wstecz, sam nie mogę uwierzyć w to, co wtedy zrobiłem. Podszedłem do tych dość onieśmielających „starszych panów” – liderów i mówców konwencji – i rzuciłem im wyzwanie: „Jak możecie mówić o lunchu? Przyjechałem tutaj, aby otrzymać Ducha Świętego, a po południu mnie tu nie będzie”. Bardzo niechętnie, reagując na moją rozpaczliwą prośbę, zabrali naszą trójkę do pokoju na zapleczu. Wszyscy położyli na nas ręce i modlili się. Ale wciąż nic się nie działo – a byli to przecież liderzy AoG. Moja rozpacz i desperacja poruszyły jednego z tych mężczyzn; pozwolił pozostałym iść na lunch, po czym łagodnie otworzył Pismo, wyjaśnił Obietnicę, położył na mnie ręce i zaczął się modlić.

Napełniony tak, że się przelewa

Aby opisać to, co się wydarzyło – jestem pewien, że to wyolbrzymiam – ale dla mnie to było tak, jakby dach został zerwany, Niebiosa się otworzyły i usłyszałem niebiańską muzykę. To było tak, jakby coś na kształt języków ognia zstępowało na dół, a ogień spoczął na mnie – zerwałem się, krzycząc i wielbiąc Boga w mnóstwie nieznanych języków. Tak, dokładnie tak, jak wyobrażałem sobie, że wydarzyło się 2000 lat temu w Jerozolimie. Tak, dokładnie to, czego tak rozpaczliwie szukałem. Tego dnia zstąpiła Moc. Zostałem napełniony i chwalebnie przepełniony.